Muzyka: brama emocji

Wiadomo, że muzyka uszczęśliwia, zasmuca lub nawet może wzbudzać wściekłość. Prawie każdy człowiek ma swoją ulubioną pio­senkę. Często na filmie to właśnie muzyka doprowadza do łez. Dzieci uspokaja się, śpiewając im kołysanki. Po ważnych wydarzeniach spor­towych rozbrzmiewają hymny, które jeszcze bardziej podgrzewają nastroje zwycięzców i łagodzą smutek przegranych. Jeśli jakaś określona muzyka nas zachwyci, w mózgu są pobudzane te same ośrodki szczę­ścia, co podczas spożywania smakołyków lub uprawiania seksu.

Ludzie odnoszą korzyść z muzyki pod każdym względem, nawet ci, którzy uważają się za zupełnie niemuzykalnych.

Neurolodzy z Instytutu im. Maksa Plancka Nauk Kognitywnych i Neurologicznych w Lipsku stwierdzili, że ludzki mózg jest z natury muzykalny. Dopiero uszkodzenie mózgu zniszczyłoby sieci, które są genetycznie odpowiedzialne za naszą muzykalność. Wielki skrzypek Yehudi Menuhin nazwał ludzki śpiew „właściwym językiem ojczystym człowieka”. Ponieważ inaczej niż przy przetwarzaniu języka, za któ­re są odpowiedzialne specjalne rejony mózgu, stosunkowo duże sieci neuronowe przetwarzają harmonijne i nieharmonijne wrażenia słu­chowe. Dlatego na przykład uczucia, jak miłość lub szczęście, które język może wyrazić niekompletnie, mogą być jasno wyrażone przez muzykę. Pomyślmy o preludium C-dur J.S. Bacha z drugiej części „Wohltemperiertes Klavier”, Mozarta „Kleine Nachtmusik”, Herbie Hancocks’a „Cantaloupe Blues” lub Robbiego Williamsa „Let me entertain you”. Wprawdzie to, co uważamy za piękne, jest indywidualnie różne i zależy też od kulturowych konwencji, ale stosunek do muzyki jest głęboko ludzki.

Muzyka naznaczyła człowieka już w praczasach. Każda ludzka komunikacja sięga do dźwięków, a właśnie wyraża człowieka. Biolo­dzy muzyczni stwierdzili, że homo sapiens mógł się rozwinąć dopiero z muzyką i że dopiero rytm oraz dźwięk nadały mu siłę i inteligencję. Wynalezienie muzyki wynika ze zdolności człowieka do synchroniza­cji ruchu i głosu, aby na przykład w grupie wołać tym samym rytmem. W związku z tym, że jako jedyny wysoko rozwinięty ssak posiadał tę zdolność, zapewniło mu ona ogromną przewagę w obliczu jego fizycz­nych braków. Mógł głośniej i dalej wołać, żeby wskazać na miejsce znalezienia pożywienia lub wyrazić wspólnotę. W związku z tym, że nasi przodkowie nie umieli jeszcze mówić, komunikowali się najpierw przez modulację głosu, która była pewnego rodzaju prekursorem śpie­wu. W końcu przed 35 tys. lat powstały pierwsze instrumenty. Świad­czą o tym znaleziska z epoki kamienia: flety z zębów mamuta i kości łabędzich skrzydeł.

Muzyka wspierała wyrażanie wspólnoty i była jednocześnie waż­nym środkiem pomocniczym przy godach. Geoffrey Miller z Uniwer­sytetu w Nowym Meksyku stwierdził w swoich badaniach, że łagodna muzyka obniża u mężczyzn poziom testosteronu, a tym samym chęć ataku, natomiast u kobiet zwiększa zawartość testosteronu we krwi oraz zawartość hormonu stresu kortyzolu. Muzyka harmonizuje zachowa­nie obu płci, kobieta i mężczyzna spotykają się w połowie drogi. Poza tym muzyka zwiększa wydzielanie hormonu oksytocyna, co wspiera gotowość do związków społecznych — szczególnie seksualnych.

Obserwacje muzyków i ludzi słuchających muzyki potwierdzają, że muzyka i fizyczne odczucia są ze sobą ściśle powiązane. Szybszy puls, gęsia skórka, mrowienie w brzuchu, śmiech i łzy – wszystkie te mar­kery limbiczne są objawami siły muzyki. Może ona powodować ból i prowadzić do ekstazy. Już u niemowląt można stwierdzić, że są pra­wie zahipnotyzowane przy znanych melodiach. Kanadyjska psycholog Sandra Trehub z Uniwersytetu Toronto mierzyła poza tym koncen­trację hormonu stresu kortyzolu we krwi małych dzieci uczestniczą­cych w badaniu i stwierdziła, że muzyka łagodzi stres już u najmłod­szych. Z kolei badania Anny Blood i Roberta Zatorre z Uniwersytetu McGill dowodzą, że pobudzenie podczas słuchania muzyki wywołuje tę samą aktywność mózgu, co dobre jedzenie, konsumpcja narkotyków lub seks.

Muzyka jest również cenionym środkiem w terapii przeciwbólo­wej. Badania z Cleveland w stanie Ohio pokazały, że godzina muzyki dziennie może już po tygodniu wyraźnie złagodzić cierpienie. Poza tym pacjenci poddani terapii przeciwbólowej donoszą, że dzięki słu­chaniu muzyki czują się mniej przybici i depresyjni.

Właściwie obojętne, jakiej muzyki słuchają uczestnicy. Ważne jest jedynie, żeby była to ich ulubiona muzyka lub muzyka relaksacyjna, ponieważ o indywidualnym guście muzycznym decyduje zawsze siła wywoływanych przez nią emocji. Muzyka, którą uważamy za pięk­ną, oddziałuje głęboko na układ limbiczny i uaktywnia własny system nagrody, za którego pomocą mózg próbuje wzmocnić wszystkie do­świadczenia, które nas uszczęśliwiają. Stąd na zakończenie tej książki moja rada dla wszystkich typów kodu życia.

Najlepiej pozwolić sobie na wolny czas z muzyką – samotnie w domu albo z żoną (mężem), ewentualnie podczas opery, musicalu lub koncertu. Obojętnie, czy pop, rock, jazz, czy klasyka – najważniej­sze, żeby to była muzyka, którą lubimy!

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.