Archive for the ‘Nasze ciało jest naszym kapitałem’ Category

„Pozytywne uczucie jest decydujące!”

Wywiad z prof. dr med. Wildorem Hollmannem, lekarzem, na­ukowcem, badaczem, nauczycielem akademickim i pionierem niemiec­kiej medycyny sportowej. Były rektor, prorektor i dziekan Niemieckiej Akademii Sportowej w Kolonii interesuje się głównie kwestiami mó­zgu, duszy, psychiki i aktywności fizycznej.

  • Dzisiaj lekarze skarżą się na wzrost degeneracyjnych zachorowań i wywołanych nimi chorób układu krwionośnego i przemiany materii, jak cukrzyca typu 2. Jako przyczynę wymieniają niezdrowy styl życia…

… i genetyczne uwarunkowania. Zawsze podaje się je w wysoko­ści między 40 a 60 procent, gdy chodzi o badanie przyczyn. Mamy ogólnie do czynienia z trzema grupami ludzi: pierwsza to osoby gene­tycznie uprzywilejowane, jeśli chodzi o zdrowie, układ odpornościowy i długość życia. Jeśli będą prowadzić zdrowy styl życia, mogą w wieku 82 lat czuć się jak czterdziestolatkowie. Druga grupa obejmuje ludzi o gorszych uwarunkowaniach genetycznych i tendencji do degenera­cyjnych chorób. W przedłużeniu im życia i poprawieniu jego jakości może pomóc medycyna. Oczywiście zakres leczenia obejmuje także zalecenia odnośnie do zdrowego życia.

Wreszcie trzecia grupa jest najmniej uprzywilejowana genetycz­nie i poszkodowana przez niezdrowy tryb życia. Tutaj najtrudniej pomóc.

  • Dzisiaj mamy wiele naukowo sprawdzonych zaleceń odnośnie do profilaktyki zdrowia i lepszego stylu życia. Do tego dochodzą programy z magazynów poświęconych zdro­wemu trybowi życia. Dlaczego, mimo rozpowszechnienia dobrych rad, tak wielu ludziom trudno przychodzi zdrowo żyć?

Cały szereg zaleceń, jak na przykład ostrzegawcze informacje na paczkach papierosów, zakłada strach ludzi przed chorobą i śmiercią. Jednak strach działa krótko. Amerykańskie badania pokazały już przed 30 laty, że przedstawiane wówczas na paczkach papierosów trupie czaszki działały odstraszająco tylko przez krótki czas. Po dwóch latach u konsumentów wystąpił efekt przyzwyczajenia: trupia główka już nie działała. Poza tym, im młodszy jest człowiek, tym mniej przejmuje się przemijaniem. Negatywne skutki zdrowotne wystąpią u niego naj­wcześniej dopiero za dwa, trzy lub cztery dziesięciolecia, a nagroda za prowadzenie zdrowego stylu życia każe na siebie czekać tak samo dłu­go jak ewentualne skutki, których należy się obawiać.

  • Czy człowiek nie skłania się zasadniczo do tego, aby prowadzić taki styl życia, w którym przeważnie dobrze się czuje, nawet jeśli ostatecznie nie jest on dla niego dobry?

Człowiek jest wyposażony w system nagród. Znajduje się on w układzie limbicznym i ściśle współpracuje z płatem czołowym kory mózgowej. System ten jest skonstruowany tak, że wszystkie ważne dla życia sprawy musimy załatwiać z pozytywnym uczuciem. Na przykład głód wywołuje negatywne uczucie, natomiast jedzenie i picie są na­cechowane pozytywnie. To, co najchętniej konsumujemy, wynika po pierwsze ze skłonności genetycznych — na przykład zamiłowanie do tłuszczu i białka rozwinęli już nasi polujący przodkowie – a po drugie, decydującą rolę odgrywają wyuczone wzory. Określone smaki i zapa­chy łączymy z pozytywnymi lub negatywnymi uczuciami i wybieramy raczej środki spożywcze, które nam smakują, nawet jeśli nam nieko­niecznie służą. Pozytywne uczucie jest decydujące szczególnie przy zaspokajaniu naszych życiowych potrzeb.

  • Zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia odnośnie do zdrowego stylu życia są jasne. Mężczyzna powinien spalać przez aktywność fizyczną 2000 kilokalorii tygodniowo, a ko­bieta 1500 kilokalorii. Odpowiada to mniej więcej godzinie joggingu przez trzy dni w ty­godniu. Dlaczego większość ludzi inaczej wyznacza swoje priorytety? Czy te programy nie są zbyt jednostronne, skoro mózg nie pozwala na ich realizację?

W przypadku długoterminowych celów, jak na przykład zawodowy awans, mamy do czynienia z racjonalnymi okolicznościami. W związku z tym wyznaczam sobie inne priorytety na co dzień, aby móc najlepiej wypełnić moje zadania zawodowe, i rezygnuję z programu ruchowego. Bieganie jest zbyt absorbujące i zajmuje za dużo czasu. Nawet jeśli przy wyznaczaniu priorytetów rozum odgrywa decydującą rolę, to jednak w tle są emocje. Potrzeba zawodowego wybicia się także ma przecież emocjo­nalne korzenie. Trudno jest odwieść człowieka od jego priorytetów.

Jedyna możliwość to skłonić go do słuchania sygnałów własnego ciała, tak żeby jadł, gdy jest głodny, pił, gdy ma pragnienie, ruszał się, gdy czuje się ospały i mało wydajny.

  • Jak bardzo ruch i żywienie naładowane są emocjami?

To, czy czerpiemy przyjemność z ruchu i określonej formy żywie­nia, bardzo zależy od naszego pochodzenia i wychowania. Pewne jest, że smak i zapach są przetwarzane w systemie limbicznym i od­powiednio opatrywane emocjami. W przypadku ruchu wszystko za­leży od tego, jaki rodzaj sportu uprawiamy. Każdy dynamiczny rodzaj ruchu, w aerobowym i nieaerobowym zakresie, powoduje od okre­ślonej granicy wydajności wytwarzanie endorfin. Jednak i poniżej tej granicy dochodzi do poprawy nastroju, ponieważ określone frag­menty mózgu zostają silniej ukrwione. Statyczne obciążenia, jak na przykład trening siłowy z izometrycznymi ćwiczeniami, nie po­woduje wydzielania endorfin. Rodzaj uprawianego sportu decyduje więc o powstawaniu pozytywnych emocji i tylko one powodują efekt uczenia się.

  • W jakiej formie siły równowagi, dominacji i stymulacji w systemie limbicznym oddziałują na nasze życie?

Kiedyś wychodzono z założenia, że kresomózgowie pracuje w se­paracji od pozostałych części mózgowia. Dzisiaj wiadomo, że wszyst­kie procesy w głowie są ściśle ze sobą powiązane i praktycznie tworzą jedność. Istnieje przy tym hierarchiczna struktura, której nadaje ton płat czołowy kresomózgowia. Zbiera on wszystkie świadome i pod­świadome informacje, przetwarza je i wyzwala działania afektywne oraz popędy. Układ limbiczny służy przy tym czołowemu płatowi kre­somózgowia jako przekaźnik uczuć.

Limbiczne siły równowagi, dominacji i stymulacji określają nasze życie od urodzenia. Weźmy jako przykład nasz wegetatywny układ nerwowy. Nie tylko dba on o celowy przebieg wszystkich podświado­mych procesów życia w organizmie, lecz jest także łącznikiem między ciałem a duszą. Niektóre typy ludzi nie denerwują się nawet w trud­nych sytuacjach i w związku tym prawie nie okazują wegetatywnych reakcji. Przeciwnym przykładem jest choleryk, który wścieka się już z niewielkiego powodu. Takie zachowanie jest częściowo wrodzone, a częściowo wpojone społecznie, ale w obu przypadkach głęboko za­korzenione w mózgu.

  • Tymczasem wiadomo, że aż do później starości można zmienić swoją osobowość i usta­wiczne uczenie rzeczywiście jest możliwe. Jak można pozytywnie wpływać na nasz mózg?

Podczas zmiany nigdy nie jest istotny tylko jeden czynnik, lecz współgranie kilku elementów. Decydująca jest aktywność psychiczna, która oczywiście musi pasować do danego typu limbicznego. Należy przy tym zwrócić szczególną uwagę na zdrowie psychiczne i własne emocje. Są one ważnymi sygnałami mówiącymi o tym, co nastraja nas pozytywnie, a co negatywnie.

Szansa na zmianę kodu życia

Wspomniano już, czym charakteryzuje się układ sił równowagi, dominacji i stymulacji człowieka. Jest częściowo wrodzony, częściowo wyuczony i u każdego człowieka inny. Kod życia wpływa zdecydo­wanie na nasze życie przez podświadomość. Formuje nasze myślenie i odbija się w strukturze naszej osobowości. Jeżeli ingerujemy w nasz kod życia, próbując na siłę coś zmienić w naszych przyzwyczajeniach i upodobaniach, układ sił zaczyna rewoltę. Objawia się to spontanicz­nie na poziomie uczuć.

Na przykład uboga w białko dieta i wyciskający pot trening rucho­wy, który ma rozbudować mięśnie, nie pomoże człowiekowi o silnej instrukcji równowagi. Zapamięta on ten program jako nieprzyjemne doświadczenie i nawet jeśli przeprowadzi trening i dietę w zdyscyplinowany sposób, własny kod życia każe mu w końcu wrócić na ścieżki przyzwyczajeń. W najgorszym razie takie akcje prowadzą nawet do
wzmocnienia niezdrowych zachowań, w powiązaniu z negatywnymi uczuciami.

Do dzisiaj nie wiadomo dokładnie, ile cech i zachowań człowieka jest wrodzonych, a ile nabytych. Stosunku wielkości genetyki i wpły­wów środowiskowych nie można tak prosto przedstawić, nie odgrywa to jednak większej roli w potencjale zmian jednostki. Faktem jest, że z naszym kodem życia będziemy szukali zawsze środowiska i nawy­ków, które do nas pasują i z którymi dobrze się czujemy.

Człowiek, który kiedyś lubił uprawiać sport, o wiele łatwiej po dwudziestu latach abstynencji ruchowej włoży buty do biegania niż człowiek, który nigdy nie był aktywny pod tym względem. Podobnie komunikatywna osoba chętniej przyłączy się do grupy i będzie upra­wiała sport z innymi ludźmi niż introwertyk, który kocha samotne spacery w przyrodzie. Jednak kod życia nie jest niezmienny. Ze współ­pracy z psychologami i neurologami wiemy dzisiaj, że każdy człowiek może się zgodnie z życzeniem poprawić.

Pozytywne doświadczenia zdobyte przez nowe nawyki mogą nawet trwale zmienić strukturę mózgu. Ważne jest jednak, żeby nowe za­chowania dostosować do indywidualnego profilu limbicznego i jedno­cześnie zachować wewnętrzny kurs. Na przykład człowiekowi zorien­towanemu na równowagę łatwiej wprowadzić do powszedniego dnia ćwiczenia qigong, zrównoważone posiłki i wieczorny szybki spacer niż trening siłowy, który mógłby raczej zadowolić człowieka o silnej in­strukcji dominacji.

Wniosek: każda zmiana naszego zachowania musi być zgodna z naszym kodem życia. Jeśli uda zmienić się decydujące szczegóły w dotychczasowym zachowaniu i wybrać postępowanie, które do nas pasuje, to uda się poprawić nasz styl życia.

Emocjonalny przełom

Każde uczucie przynosi określone wiadomości: obrzydzenie ozna­cza, że mamy się strzec zepsutego pożywienia; strach pozwala zacho­wać ostrożność; radość oznacza, że wszystko jest w porządku. Także intuicja udziela nam ważnych dla życia informacje, a zdobyte doświad­czenie, daje nam pewność, jednocześnie każąc zachować ostrożność. Intuicja i uczucia mają ważne zadanie: służą do zaspokajania potrzeb życiowych, takich jak oddychanie, sen, jedzenie czy seks i utrzymują nas, względnie nasz gatunek, przy życiu. Poza tym sterują naszym po­stępowaniem. Każda życiowa potrzeba jest ściśle związana z określo­nym zachowaniem.

Monachijski psycholog Hans-Georg Hausel nazwał to zachowanie „instrukcją limbiczną”, ponieważ jest ono razem z uczuciami zakotwi­czone w naszym układzie mózgowym o tej samej nazwie. Z punktu widzenia historii ewolucji, układ limbiczny należy do najstarszym ob­szarów mózgu człowieka.

Struktura mózgu i materiał genetyczny zmieniły się tylko nie­znacznie od czasów epoki kamienia łupanego, co oznacza, że także współczesny człowiek jest zaprogramowany genetycznie jako my­śliwy lub zbieracz. Z biegiem ewolucji także limbiczne programy prawie się nie zmieniły i nadal działają w mózgach współczesnych ludzi, dlatego układ sił równowagi (zabezpieczenie tego, co zostało osiągnięte i ochrona), dominacji (ekspansja i pokonywanie rywali) oraz stymulacji (aktywne poznawanie nowego otoczenia i zmiana) jest tym, co nas napędza, steruje postępowaniem i tworzy naszą osobowość.

Natomiast limbiczne sterowanie następuje przez uczucia. Trzy limbiczne instrukcje i ich właściwości:

  1. Przywiązanie
  2. Równowaga
  3. Bezpieczeństwo Stabilność

Wszystko jest uczuciem

Wiadomo dzisiaj z szeregu medycznych i psychologicznych badań, że ryczałtowe programy odchudzające, bez uwzględnienia indywidu­alnych przyzwyczajeń i osobistych skłonności, nic nie dają. Przełom przyniosły badania nad współdziałaniem jedzenia i ruchu w pokony­waniu stresu oraz rolą mózgu i świadomymi decyzjami z tym związa­nymi. Psycholodzy, neuroekonomiści, badacze kognitywiści i badacze mózgu zajmują się rozkodowywaniem procesów, na których polega­ją nasze uczucia i nasze myślenie. Potwierdzają oni, że podejmowa­ne spontanicznie decyzje okazują się w wielu codziennych sytuacjach korzystniejsze niż czysto rozumowe postanowienia. Neuroekonomiści, którzy badają procesy w mózgu za pomocą rezonansu magnetycznego, techniki do obrazowania wewnętrznych organów i tkanek za pomocą pól magnetycznych i fal radiowych, zakładają nawet, że w ogóle nie ma decyzji bez uczuć. W związku z tym nie ma człowieka, który kierował­by się wyłącznie rozumem, ponieważ każda decyzja jest także decyzją uczuciową.

Dotyczy to szczególnie jedzenia i picia, względnie wyboru poży­wienia. Na przykładzie spożywania posiłków można bardzo dobrze zilustrować związek codziennych zachowań i emocji. Jedzenie i picie u ludzi jest na ogół sterowane emocjami.

Już na niemowlęta podczas przyjmowania pożywienia oddziałuje wiele bodźców uczuciowych. To, jaką wartość ma w naszym życiu je­dzenie, ugruntowuje się już w dzieciństwie i młodości. Uczucia mogą na przykład wzmagać przyjmowanie pożywienia, ale mogą je również hamować, a nasze zachowanie związane zjedzeniem oddziałuje na na­sze ciało i uczucia.

Jeżeli więc wielbiciel tłustych dań mięsnych, który właściwie chce schudnąć, będzie miał do wyboru golonkę wieprzową lub niskotłuszczowy jogurt, wybierze z pewnością ulubione mięso – nawet z wyrzu­tami sumienia i wewnętrzną obietnicą, że to był ostatni raz. Wynika to stąd, że zachowanie związane z jedzeniem, tak samo jak chęć upra­wiania sportu czy zdolność radzenia sobie z obciążeniem i stresem, jest stabilnym, przyswajanym przez wiele lat i trwałym sposobem zacho­wania. Nasze ciało zauważa fizjologiczne działanie pożywienia i łączy smak z zapachem. Zachowania żywieniowe ugruntowywały się w naszych zwojach mózgowych przez wiele dziesięcioleci na podstawie doświadczeń i procesów uczenia się, dlatego nie jest łatwo je zmienić – ale jest to możliwe!

Rozum w większości sytuacji, w których chodzi o zdecydowanie się na określone pożywienie, celową aktywność łub pokonanie stresu, w rzeczywistości wyłącza się. W mózgu uaktywniają się wtedy obszary uczuć. Właśnie dlatego skierowane tylko do rozumu działania oświa­towe dotyczące wysokowartościowego odżywiania, ruchu i odpoczyn­ku pozostają bez rezultatu. Jak długo zdrowe sposoby zachowań nie zostaną dostosowane indywidualnie do danej osoby, tak długo w żaden sposób nie sprawią, że jej życie będzie piękniejsze i bardziej spełnione, a wręcz przeciwnie — obciążą ją wyrzutami sumienia. Także palaczy z reguły nie powstrzymują od palenia straszne informacje ostrzegaw­cze na paczkach papierosów:

To, że zachowujemy się tak „nierozsądnie”, jest pod względem biologicznym absolutnie sensowne. Nasz mózg podejmuje błyska­wicznie emocjonalne i intuicyjne decyzje. Uczucia stanowią pewien rodzaj inteligencji, bez której człowiek od czasów kamienia łupanego nie mógłby przeżyć. Mówiąc prościej, chodzi o to, że ludzki organizm pracuje bardzo ekonomicznie. Nasz rozum, a więc świadome myślenie, zużywa o wiele więcej energii niż nieświadome, emocjonalne proce­sy. Dlatego także my, nowocześni ludzie, podejmujemy decyzje nie na podstawie racjonalnych kryteriów — nawet jeśli jesteśmy o tym głębo­ko przekonani – lecz pod wpływem emocji. Poznanie, które pozba­wia władzy rozum jako wielkiego wewnętrznego decydenta o naszym działaniu i zachowaniu, jest nazywane przez badaczy mózgu „emocjo­nalnym przełomem”.

Niedościgniona misja: szczupłość = piękno = sukces

W naszym świecie wygląd zewnętrzny od niepamiętnych czasów odgry­wa znaczną rolę. Każde społeczeństwo ma swoje ideały piękna i odpowied­nich idoli, kochanych i uwielbianych przez kobiety i mężczyzn. W zachodnich kręgach kulturowym ci idole nazywają się dzisiaj: Heidi Klum, Claudia Schif- fer lub Kate Moss. Supermodelka Heidi Klum pokazała imponująco, że praw­dziwego piękna nie naruszy nawet ciąża i już sześć tygodni po urodzeniu swojego drugiego dziecka znów wyszła na wybieg – przykład, który może doprowadzić do zwątpienia młode matki z dodatkowymi kilogramami po urodzeniu dziecka.

Kate Moss, mimo problemów z narkotykami, nadal jest idolką naszych czasów. Przede wszystkim młode kobiety szaleją za tą ikoną stylu, której rozmiar odzieży to 34. Wizerunek szczupłego, pięknego i godnego pożą­dania człowieka doprowadził do pewnego rodzaju szaleństwa na punkcie szczupłości. Po show Heidi Klum „Germany’s NextTop-Model” rodzice córek weszli na barykady – ponieważ anoreksja i bulimia są odwrotną stroną nie­doścignionej misji i odbiciem tak samo destrukcyjnego stylu życia jak chomi­kowanie kilogramów przez otyłych ludzi.

Większość starszych kobiet i mężczyzn przez odchudzanie nie dąży wcale do zdrowszego trybu życia. Przede wszystkim mają nadzieję zwięk­szyć własne poczucie wartości i zyskać akceptację społeczeństwa, w którym szczupłe i wytrenowane ciało uchodzi za pożądane.

Potwierdzają to także badania naukowe: szczupli i sprawni ludzie mają więcej radości i sukcesów – w życiu prywatnym i zawodowym. Są bardziej uznawani i szanowani, otrzymują więcej spontanicznej uwagi i przychyl­ności. Natomiast nadwagę utożsamia się z ospałością i brakiem dyscypliny. Niewiele tu pomogą nadzwyczajne zdolności umysłowe i miły charakter – ten, kto jest za gruby, łatwo staje się dzisiaj outsiderem. Otyli są wyśmiewani i muszą mocniej walczyć o uznanie w pracy zawodowej. Podobnie jest w życiu prywatnym: nawet umiarkowanie grubi mają trudniej przy wyborze partnera. Szczupli ludzie uważają się za osoby mające silniejszą wolę i bar­dziej zadowolone niż osoby otyłe. Podsumowując: dobrze żyć i być zrelakso­wanym – w czasach planów dietetycznych i ciągłej troski o własną figurę są to trudne wyzwania.

Bez efektu uczenia nie będzie zmiany

Podstawowym problemem większości diet jest ich zbytnia ogólni­kowość i brak dostosowania do indywidualnych wymagań. W każdym programie odchudzania spożywa się mniej kalorii, niż wynosi dzienne zapotrzebowanie.

Nasz organizm spala wtedy zgromadzone węglowodany (glukozę) i tłuszcze, co przyczynia się do nieznacznego spadku wagi ciała. Jeśli ponadto uprawiamy regularnie sport, to napędzamy spalanie tłusz­czu. Każdy, kto dotrzymuje spożywania niskokalorycznych posiłków w przepisowych ramach, schudnie. Gdy tylko skończy się odchudza­nie, około 95 procent korzystających z diety przybiera na wadze. Nasz organizm zna ostatecznie cały szereg trików, aby skutecznie bronić swojej wyjściowej wagi. Po pierwsze, z powodu obniżenia ilości kalorii w pożywieniu zmniejsza się ilość ciepła, która jest uwalniana po każ­dym posiłku i przyczynia się do spalania tłuszczu. Po drugie, zwolnienie przemiany materii, a więc zużycie kalorii i energii. Wreszcie organizm, który już od prawieków jest tak zaprogramowany, dostosowuje się do deficytu energii i pracuje tak oszczędnie, jak to możliwe. Jeśli waga po kilku dniach rzeczywiście spadnie, to mniejsza jest masa ciała, którą trzeba zaopatrzyć i podstawowy obrót jeszcze bardziej się obniża.

Jeśli po zakończeniu diety powrócimy do starych przyzwyczajeń, efekt nauki, czyli rozpoznania błędów starego sposobu żywienia i życia, nie został osiągnięty. Wynika to między innymi stąd, że diety są zapla­nowane na zbyt krótki czas, ponieważ są standaryzowane, a ponadto zakładają znaczną dozę masochizmu u osób, które je stosują. Po po­wrocie do starego stylu życia wskaźnik wagi szybko porusza się w górę, ponieważ nasz organizm pracuje oszczędnie. Dba także o zapasy na przyszłe okresy niedoboru, czyli na czas następnej diety, dlatego mając do dyspozycji tłuszcz i węglowodany, magazynuje jeszcze kilka kilogra­mów. W ten sposób dochodzi do znanego efektu jo-jo.

Kolejnym problemem większości diet jest ich wrogie nastawienie do przyjemności, a nasze ciało jest tak skonstruowane, że wyraża swoje życzenia i potrzeby przez apetyt. Zapamiętujemy działanie pożywie­nia, to, czy nas zadowala i uszczęśliwia i sprzęgamy to doświadcze­nie ze smakiem. Jeśli na przykład mamy zadowalające doświadczenia z kombinacją słone/tłuste (chipsy) lub słodkie/tłuste (czekolada), to nasze ciało żąda automatycznie więcej tego typu pokarmów. Radość zjedzenia i zdrowe życie wydają się być przeciwnościami: to, co spra­wia radość, jest zakazane, niezdrowe i tuczy. To, co jest zdrowe, nie smakuje tak bardzo i pogarsza nastrój.

Najwidoczniej głowa i brzuch są sobie przeciwne w sprawie „zdro­wego stylu życia”. Ponieważ rozum nakazuje brzuchowi rezygnować, i to w świecie obfitości. Przy każdej pieczonej kiełbasce, przy każdej lampce wina odzywa się sumienie. Jeśli się jednak zdarzy złamać przy­sięgę rezygnacji zjedzenia dla dobra figury, to padają wszelkie bariery i wtedy dopiero się zaczyna. A przecież każdy z nas może zdrowo żyć. Musimy się jedynie nauczyć ufać naszemu ciału i polegać na własnym apetycie i chęci ruchu. Potrzebujemy do tego tylko jednej instancji: naszego wyczucia.

Mission Impossible: diety i programy kondycyjne

Z moich wieloletnich doświadczeń wynika, że każdy człowiek dąży do tego, by dobrze czuć się we własnym ciele. Prawie każdy chce lepiej zarządzać stresem, zdrowo jeść, więcej się ruszać, nie palić i dobrze się czuć – lecz tylko niewielu udaje się to samym z siebie. Dlaczego tylu ludziom nie potrafi po prostu ruszać się trzy razy na tydzień i zdrowo się odżywiać? Nie polega to na braku oświecenia: już od lat wiadomo, że ciężkich chorób, takich jak cukrzyca i zawał serca, można uniknąć dzięki zmianie żywienia i regularnemu ruchowi. Niestety, niczego to nie dało tym wszystkim ludziom, którzy mają już za sobą kilka diet, a zdrowie narodu, mimo powszechnego stosowania diet, się nie po­prawia. Po nieudanej próbie pozostaje uczucie, że się nie dało rady – mimo całkowicie pewnej, wyjątkowo prostej i błyskawicznej diety z magazynów i fachowych książek. Ponieważ po zakończeniu pro­gramu dietetycznego większość osób znów je te same, pełne kalorii i mało sycące potrawy, co przedtem i znów przybiera na wadze. Na­uka o zdrowym życiu, która apeluje jedynie do naszego rozsądku, idzie najwyraźniej na marne. Niewielu ludzi udaje się skusić perspektywą sprawności i zdrowia do trwałej poprawy stylu życia. Jeśli jest się poza tym naznaczonym jako osoba puszysta, to presja jest jeszcze większa.

Brak czasu na wolny czas

Instytut Psychologiczny Wyższej Szkoły Sportowej w Kolonii prze­prowadził ankietę na temat wypoczynku wśród 5 tys. mężczyzn i kobiet. Wynik studium był alarmujący: prawie trzy czwarte ankietowanych nie odpręża się wystarczająco po pracy. Potrzebna kompensacja nie udaje się z powodu braku siły, czasu i planu. Tylko 24 procent mężczyzn i 19 procent kobiet wyznacza sobie w ciągu dnia stałą porę na wypoczynek. Profesor Henning Allmer, kierownik Instytutu Psychologicznego, pod­kreśla, że wypoczynek nie jest luksusem, lecz ważną dla życia kompen­sacją. Jeśli nie będziemy traktować poważnie fizycznego i psychicznego wypoczynku, to może dojść do zaburzeń snu, wyczerpania i drażliwości, aż do załamania fizycznego i psychicznego. Dlatego Allmer radzi, aby traktować wypoczynek tak samo poważnie, jak pracę. Jasny podział pracy i życia prywatnego jest konieczny, aby rzeczywiście móc się odprężyć.

Dlaczego potrzebujemy innego stylu życia

Żywienie i dobrobyt są ze sobą ściśle powiązane. Sytuacja żywie­niowa ludzi w zachodnich krajach jest teraz zabezpieczona, jak nigdy dotąd. Żyjemy jednak w zwodniczym zbytku. W przemysłowych pań­stwach prawie nikt nie musi się dzisiaj martwić, czy i kiedy będzie syty. To z kolei wywołuje określone zjawiska społeczne, jak na przykład cho­roby cywilizacyjne. Tymczasem w niektórych krajach rozwijających się i progowych, na przykład w Meksyku lub Indiach, pojawia się dziwne zjawisko chorób głodowych z jednej strony i otyłości z drugiej strony Rozpowszechnianie się sieci fast-food także w takich regionach, jak np. Azja, w których większość ludności była dotychczas szczupła, powo­duje gwałtowne zwiększenie wydatków na cele socjalne. Wszechobec­ny marketing promuje naszpikowaną cukrem i tłuszczem żywność, która, w połączeniu z prawie całkowitym brakiem wysiłku fizycznego, przyczynia się do tego, że dzisiaj już 5 procent ludzi jest tak grubych, że według Światowej Organizacji Zdrowia wymaga leczenia.

Zwykłe dzisiaj zjawisko braku ruchu jest wywoływane przez korzy­stanie z samochodów, wind, telewizji i wykonywanie zawodów wymaga­jących pozycji siedzącej. Do tego dochodzi notoryczny brak czasu, który powoli, ale skutecznie doprowadza ludzi do sytuacji patowej. W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, dzięki takiemu stylowi życia, tworzyliśmy stopniowo warunki regularnej epidemii. W USA nadwaga wciągu ostatniego roku stała się główną przyczyną przypadków śmierci, któ­rej można było uniknąć (do tej pory było nią palenie). Ponieważ tłuste brzuchy i wałki tłuszczu są zwiastunem śmiertelnych chorób, takich jak zawał serca, udar, zaburzenia przemiany materii, określone rodzaje raka i cukrzyca, jest tylko kwestią czasu, kiedy towarzystwa ubezpieczeniowe wprowadzą wyższe taryfy dla pacjentów podwyższonego ryzyka.

Trzydziestolatkowie cierpią dzisiaj na choroby, które lekarze dia­gnozowali 20 lat temu u pięćdziesięcioletnich pacjentów, nie mówiąc już o skutkach otyłości u dzieci i młodzieży.

Brytyjskie badania z 2005 roku wskazują na niebezpieczeństwo, że „wychowamy pokolenie, które umrze przed własnymi rodzicami”. W 2006 roku najmłodszy chory na cukrzycę starczą miał zaledwie sześć lat! Objawy degeneracji i zużycia nie tylko występują u ludzi w znacznie młodszym wieku, ale i przybierają dramatyczne rozmia­ry. Fizyczne choroby, połączone z dolegliwościami psychicznymi (na przykład depresja), są w większości przypadków skutkami błędnego stylu życia.

Obserwujemy dziwny kierunek rozwoju: od dawna już to nie ostre choroby infekcyjne zagrażają zdrowiu ludzi. Dzięki szerokiemu stoso­waniu leków i szczepionek udało się w ostatnich łatach znacznie wy­dłużyć przeciętną długość życia. W tym samym czasie jednak wzrosła śmiertelność z powodu coraz częściej występujących, chronicznych i degeneracyjnych chorób. Nie wywołują ich jednak zarazki, lecz indywidu­alny, samodzielnie wybrany styl życia.

Studium badania wieku w USA dowodzi, że zwiększająca się oty­łość Amerykanów obniżyła ich średnią długość życia prawie o dzie­więć miesięcy i ta tendencja w ciągu kilku lat może zaznaczyć się także u nas w Europie.

Wyzwania dnia codziennego, w szczególności dla osób pracujących zawodowo, są dzisiaj inne niż sto lat temu. Oddziałuje to nie tylko na nasze zachowania ruchowe, lecz także stan psychiczny i fizyczny Kie­dyś wiele zawodów wymagało fizycznej aktywności, dzisiaj natomiast wyczerpujące zadania przejęły maszyny i roboty. Przeciętny pracownik musi teraz radzić sobie z innymi wymaganiami niż kiedyś.

Zgodnie z badaniami, w krajach Unii Europejskiej tempo pra­cy stale rośnie i prawie dwie trzecie łudzi jest regularnie pod presją terminów. Od co drugiego pracownika żąda się dużego tempa pracy. Wskutek ciągłego stresu, zmęczenia i braku ruchu, coraz więcej kobiet i mężczyzn zapada na choroby psychopatyczne i psychiczne. Do naj­bardziej rozpowszechnionych zaburzeń psychicznych w zachodnich krajach uprzemysłowionych należą choroby lękowe i depresje. Prof. dr med. Otto Benkert, były dyrektor Kliniki Psychiatrycznej Uniwersy­tetu w Mainz, w swoim najnowszym dziele mówi nawet o „depresji stresowej” jako o nowej chorobie narodowej. Szacunki zakładają, że do 2020 roku depresja będzie drugą najczęstszą przyczyną wypadków w pracy i zmniejszonej zdolności do pracy. Już na początku lat dzie­więćdziesiątych bezpośrednie i pośrednie koszty chorób depresyjnych w USA szacowano na 43 miliardy dolarów rocznie.

Wiadomości ogólne

Przed kilkoma laty Zgromadzenie Ogólne Światowej Organiza­cji Zdrowia uzgodniło strategię żywienia, aktywności fizycznej i zdrowia. Projekt ten był reakcją na niepokojące wiadomości: po raz pierwszy w historii ludzkości na świecie żyje tak wielu ludzi z nadwagą i niedożywionych – jest ich łącznie ponad 1,2 miliarda. W Polsce ten problem dotyczy nawet połowy mieszkańców: częściowe badania statystyczne z 2003 roku wykazały, że 41 procent kobiet i 58 procent mężczyzn cierpi na nadwagę. Przy tym jedni mają kilka kilogramów ponad zalecaną wagę, które mogliby zrzucić, a inni wloką ze sobą 50 kilo nadwagi. W porównaniu z ostatnim badaniem z 1999 roku odpowiada to wzrostowi o jeden punkt procentowy u kobiet i o dwa punkty procentowe u mężczyzn. Wprawdzie Polacy nie znajdują się w środku światowego rankingu wagi ciężkiej, ale w porównaniu z in­nymi Europejczykami zajmują dość wysoką pozycję!

Wbrew tym liczbom 80 procent Polaków jest przekonanych, że odżywia się zdrowo, jak wynika z badań Urzędu Statystycznego Unii Europejskiej. Stale zmieniające się mody żywieniowe wydają się pro­wadzić do kolektywnego przeceniania samego siebie. Poza tym nie ma prawie żadnego środka spożywczego, który nie byłby już raz zakazany, a potem znów zalecany. Na przykład niegdysiejszy „złodziej wody”, kawa, uchodzi dzisiaj za ochronę przed rakiem i cukrzycą. Niegdyś wychwalane pełne ziarno zboża jest dzisiaj uważane za warunkowo godne polecenia, ponieważ tylko odporny, umięśniony żołądek jest w stanie łatwo je strawić. Wreszcie, przypomnijmy sobie zalecenia die­ty nisko tłuszczowej, zgodnie z którą mieliśmy być szczęśliwi i szczu­pli, jedząc dużo węglowodanów i mało tłuszczu. Dzisiaj wiadomo, że takie żywienie może doprowadzić do nadwagi i cukrzycy.